Najtrudniejszy w osiągnięciu porozumienia między dwojgiem ludzi jest komunikacyjny szum. Kiedy tym dwojgiem ludzi są partnerzy, emocje potrafią skutecznie zakłócić tak nadawanie jak i odbieranie komunikatów. Jeśli do tej już i tak zakłóconej komunikacji dojdą „zakłócacze” np. w postaci prawników (nic osobistego, sama jestem prawniczką) mamy gotowy, wyeskalowany konflikt.
Po seansie nie mogłam pozbyć się wrażenia, że Nicole i Charlie naprawdę mogli inaczej. W otwierającej scenie podczas mediacji (zdaje się że taki charakter miało właśnie to spotkanie) główni bohaterowie zostali poproszeni o przygotowanie krótkich opowiadań o swoim małżonku. Celem było wywołanie w nich wspomnień co do początków tego związku, przypomnienia sobie, dlaczego tak właściwie się w sobie zakochali i co w sobie lubią. Ten zabieg miał ich odciągnąć od skupiania się nad przyczynami, dla których mierzą się obecnie z kryzysem małżeńskim
i sprowadzić ich myśli na to co jest dla nich wspólne i ważne.
Jakiś czas temu obejrzałam na jednej z platform streamingowej fantastyczny film „Historia małżeńska” (w rolach głównych Scarlett Johansson i Adam Driver), który jest studium takiego właśnie przypadku.
Film poprzecinany jest licznymi retrospekcjami. To zaburzenie chronologii jest celowym i bardzo udanym zabiegiem, bowiem reżyser (Noah Baumbach) opowiada i nadaje znaczenie poszczególnym wydarzeniom z przeszłości i pozbawia widza możliwości zaśpiewania za klasykiem „jak do tego doszło nie wiem….”. Wszystko byłoby wspaniale, gdyby nasi bohaterowie jednak nie postanowili się rozwieść. I wtedy wchodzą (wcale nie na biało) prawnicy obu stron drapieżna harpia Laura Dern (skądinąd nagrodzona za tę rolę Oscarem) i Ray Liotta. Z minuty na minutę obserwujemy jak do niedawna kochający się Nicole i Charlie skaczą sobie do gardeł, niemiłosiernie się przy tym krzywdząc. A to wszystko przy ryku zachwytu ich pełnomocników.

Nie opuszczało mnie pytanie? A co gdyby Nicole i Charlie zostali u mediatora i zamiast wchodzić w – zaprogramowany przecież jako kontradyktoryjny – spór, skupili się nad tym co mają wspólnego (dziecko) i jak ułożyć odrębne już życia, żeby to jemu (dziecku) nie działa się krzywda, a to wszystko z poszanowaniem swojej historii, jako pary. Tego się nie dowiemy, bo reżyser pchnął swoje poruszające, kameralne i bezpretensjonalne kino w zupełnie inną stronę. Bardzo polecam Wam i mediację i ten wzruszający film. Film, w którym snuta jest opowieść o tych wszystkich poświęceniach, jakie są składane w ofierze w imię miłości.

0 komentarzy